Zakochana w FIZ-ach

Zakochana w FIZ-ach


6 sierpnia 2017

Pracuję w branży finansowej już 15 lat. Giełdą interesuję się już prawie 20 lat. W tym czasie miałam okazję praktycznie uczestniczyć w kilku hossach i bessach, obserwując rynki zarówno w fazie paniki jak i euforii.
Kiedyś miałam zdecydowanie bardziej spekulacyjne nastawienie do inwestowania i każdemu poleciłbym fundusze akcji ze względu na maksymalizację oczekiwanego zysku (gdyż w długim terminie akcje przynoszą wyższe dochody niż pozostałe aktywa) – sama miałam 100% zainwestowanych oszczędności w akcjach.

Ta maksyma była prawdziwa w latach 1980-1999 – kiedy mieliśmy rynek byka i średnioroczna stopa zwrotu dla akcji światowych (index MSCI World USD) wyniosła 10,6%, dla obligacji 6,6%, bonów skarbowych 0,8%, a inflacja w tym okresie wynosiła 4% rocznie (źródło: „Credit Suisse Global Investment Returns Yearbook  2017”).

Jednak ostatnie 16 lat to zdecydowanie gorsze wyniki. Mieliśmy po drodze bessę internetową (która z perspektywy czasu wcale nie była taka dotkliwa) i kryzys w 2008 roku, kiedy traciły wszystkie aktywa, włączając bezpieczne przystanie (tj. złoto). W latach 2000-2016  średnioroczna stopa zwrotu z globalnych akcji przyniosła już tylko 1,9%, z obligacji 4,8%, z bonów skarbowych była ujemna tj. -0,5%, przy czym inflacja obniżyła się o połowę i rosła w tempie 2,1% rocznie.

Być może następne 20 lat ponownie okaże się najlepszym okresem dla akcji?

Obecnej hossie na rynku akcji towarzyszy duży strach i niepokój. Jest to dziwna hossa, wywołana przez dostarczanie kroplówki gospodarkom. Dawno nie mieliśmy tak zmasowanego działania banków centralnych w dostarczaniu płynności na rynek i kupowaniu przez nie akcji. Co się stanie jeśli w 2018 r. programy pomocowe wygasną?

Obiema rękami mogę się podpisać pod zdaniem Kostolany`ego „Wydarzeń na giełdzie nie sposób przewidzieć, można je tylko odgadnąć”. A skoro można odgadnąć to ryzyko pomyłki i strat jest duże.
Oczywiście są spółki, które sowicie wynagradzają akcjonariuszy poprzez wzrost wartości ceny akcji lub regularną wypłatę dywidend. Takie spółki najlepiej kupować pod koniec bessy, gdyż w trakcie trwania bessy tracą wszyscy: zarówno ci, którzy prowadzą rentowny biznes jaki i ci, którzy sprzedają marzenia (ci nawet często bankrutują).

Jednak nie o tym chciałam pisać. Chciałam napisać o tym, że w ostatnich latach nastąpiła bardzo istotna poprawa w zakresie przejrzystości i transparentności produktów finansowych, korzystna dla klientów. Jednak stosunkowo mało osób z nich korzysta. Dlaczego tak się dzieje?

Parafrazując znany cytat z „Małej Apokalipsy” Tadeusza Konwickiego można powiedzieć:

„Ale ostatni kryzys finansowy nie tylko znacząco uszczuplił nasz majątek. Ostatni kryzys finansowy zdruzgotał niechcący i przypadkowo nasze poczucie pewności, przewidywalności i odcisnął trwałe piętno utraty zaufania”.

To m in. dlatego Polacy trzymają prawie 700 mld zł na lokatach bankowych akceptując realny zerowy zysk, gdyż nie mają zaufania do funduszy inwestycyjnych i do giełdy. Inwestorzy indywidualni to wielcy nieobecni tej hossy.

Z emocjami się nie dyskutuje, one są silniejsze od rozumu i zazwyczaj wygrywają.  Z psychologii wiemy, że nasze preferencje odnośnie ryzyka nie są stałe, one zmieniają się w czasie. Awersja do ryzyka jest najsilniejsza w okresach totalnego marazmu i zniechęcenia do inwestowania. A wtedy właśnie powinniśmy podejmować ryzyko, gdyż nam sprzyja. Znane powiedzenie giełdowe mówi, że hossa rodzi się w bólach.  Co ciekawe, awersja do ryzyka jest najsłabsza, wtedy gdy powinniśmy się go obawiać – w czasach skrajnego optymizmu i euforii na rynkach. Zysk z inwestycji nie powstaje w momencie sprzedaży, ale w momencie kupna, gdy stosunek zysku do ryzyka jest po naszej stronie, gdy chłodny umysł kalkuluje czy się opłaca czy nie. Gdy kupują emocje – jest już po nas.

Konkluzja i odpowiedź na pytanie „Dlaczego pokochałam FIZ-y?”

Przed 2011 rokiem rynek kapitałowy w Polsce wyglądał zupełnie inaczej. Opierał się głownie na akcjach i funduszach inwestycyjnych otwartych. Nie mogliśmy kontrolować stopy zwrotu, gdyż zbyt dużo czynników wpływało na zachowanie się cen.

Po 2011 roku powstało wiele alternatywnych TFI tj. Eques, Trigon, Altus, Opoka, Saturn,  które zaoferowały klientom modele biznesowe generujące dodatnie stopy zwrotu, niezależnie od koniunktury.

Dlatego nie zgadzam się z twierdzeniem, że na rynku nie ma inwestycji pozwalających na sukcesywne generowanie dodatnich stóp zwrotu.

Są FIZ-y w których średnioroczna stopa zwrotu jest zbliżona do 6-10% rocznie przy umiarkowanym, a nawet niskim ryzyku i wysokiej powtarzalności wyniku. Co więcej, są nawet FIZy, które wypłacają co kwartał odsetki w wysokości większej niż większość rocznego oprocentowania na lokacie (tj. 10%), a przy tym zabezpieczają kapitał na nieruchomościach w stosunku 3:1.

Jednak produkty te mają dość wysoką minimalną kwotę inwestycji, gdyż jest to równowartość w złotówkach 40.000 euro (czasami więcej), nie są dostępne publicznie, lecz oferowane przez domy maklerskie i firmy inwestycyjne, które mają na to licencję/zezwolenie KNF.
FIZy są  niepublicznym papierem wartościowym, tym samym propozycję ich nabycia (a w tym wszystkie informacje dotyczące inwestycji) dostają tylko osoby, które wykażą zainteresowanie ich nabyciem. Propozycje nabycia w ramach jednej emisji może otrzymać maksymalnie 149 inwestorów. Jednak często emisje są robione cyklicznie, co miesiąc lub kilka razy w roku.

Niezależny Dom Maklerski S.A.,  którego jestem agentem ma w swojej ofercie co miesiąc ponad 40 Funduszy Inwestycyjnych Zamkniętych. Nie są to przypadkowe fundusze, lecz starannie wyselekcjonowane. Jako firma inwestycyjna, która bardzo wysoko ceni sobie zaufanie i zadowolenie klientów, kładziemy duży nacisk na eliminację ryzyka już na wejściu,  nie chcąc narażać klientów na zbędne ryzyko.

Jeżeli zainteresował Cię temat FIZ-ów i szukasz inwestycji nie związanych z giełdą, które oparte są na zdrowym, powtarzalnym biznesie i generują stabilne, powtarzalne wyniki znacznie przekraczające oprocentowanie lokat, skontaktuj się ze mną przez formularz kontaktowy.
Nie mogę niestety napisać na blogu o wszystkich istotnych informacjach związanych z inwestycjami w konkretne FIZy, gdyż są to instrumenty o charakterze niepublicznym, a więc publicznie niedostępne.

Pomimo szeregu korzyści jakie dają FIZy są też pewno ograniczenia tj:

  • minimalna kwota inwestycji to równowartość 40.000 euro,
  • minimalny zalecany okres inwestycji to najkrócej 1 rok i kwartał, a często 3-4 lata,
  • mniejsza płynność niż w tradycyjnych funduszach, często brak płynności w początkowej fazie,
  • wcześniejsze wyjście z inwestycji: trzeba uważnie przeczytać czy są ograniczenia w ilości odkupowanych funduszy. Może być zapis, że fundusz wykupi przed terminem max. 10% ogólnej liczby certyfikatów, przy czym nie więcej niż 20% ogólnej liczby certyfikatów rocznie,
  • rynek wtórny, na którym można sprzedać certyfikaty jest bardzo ograniczony (trzeba się liczyć z koniecznością sprzedania poniżej ceny rynkowej, aby kupujący był usatysfakcjonowany).

Popularność FIZ-ów stale rośnie. Nie ma się co dziwić, klienci nie lubią zmienności, a dzięki mechanizmom wykorzystywanym w FIZ-ach udaje się tą zmienność zminimalizować.
W FIZ-ach ulokowanych jest ok. 130 mld zł, w funduszach inwestycyjnych otwartych ok. 140 mld zł, a na lokatach bankowych ok. 700 mld zł.

Najpopularniejsze FIZy to:

  • FIZ AN (Fundusz Inwestycyjny Aktywów Niepublicznych)
  • FIZ Absolute Return
  • FIZ Sekurytyzacyjny (np. pożyczkowy, wierzytelnościowy)

Dlaczego wykorzystuję FIZ-y do tworzenia portfeli inwestycyjnych?

I na koniec coś o czym napisze w kolejnym artykule tj, dlaczego przy wyborze inwestycji nie kierujemy się maksymalizacją zysku przy określonym ryzyku, czy też minimalizacją ryzyka przy określonym zysku, ale tworzymy portfele behawioralne, mające na celu zredukowanie doznawania emocji negatywnych i nasilenie przeżywania emocji pozytywnych. Portfele behawioralne cechuje umysłowa rachunkowość, jak również silne uzależnienie od emocji.

Fundusze inwestycyjne zamknięte doskonale wpisują się w tworzenie portfeli behawioralnych, gdyż umożliwiają stworzenie takiego portfela, który umożliwia osiągnięcie zysku w wysokości poziomu aspiracji inwestora, jak również określenie szans realizacji tego celu.

Portfele behawioralny bierze pod uwagę tak istotne dla inwestora czynniki jak: poziom aspiracji inwestora, wpływ emocji strachu, nadziei i żalu na dokonywane przez niego wybory, problem z utrzymaniem samokontroli, jak również myślenie w kategorii wielu niezależnych rachunków umysłowych.

Temat finansów behawioralnych jest mi niezwykle bliski, gdyż był to temat mojej pracy magisterskiej „Wykorzystanie teorii behawioralnych finansów w zarządzaniu portfelem”, którą profesor Tomasz Zaleśkiewicz ocenił celująco.
Ponieważ finanse behawioralne odgrywają bardzo istotną rolę w inwestowaniu, są nawet Fundusze Behawioralne, zarządzający tradycyjnymi funduszami inwestycyjnymi oficjalnie mówią, że wykorzystują behawioralne finanse w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych – dlatego też postanowiłam dodać do bloga nową zakładkę „Finanse Behawioralne”, gdzie przedstawię jaką rolę odgrywają emocje, przewidywania i preferencje dotyczące ryzyka.

 

Zastrzeżenia prawne:

Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność.

 

Anna Muszynska

No Comment

Comments are closed here.