Skutek uboczny afery GetBack

Skutek uboczny afery GetBack


23 września 2018

GetBack – sztuka w trzech odsłonach.

Już na początku afery GetBack na ryku kapitałowym mówiło się, że będzie to akt w trzech odsłonach, gdzie pierwszy będzie dotyczył samej spółki (główni poszkodowani to akcjonariusze, obligatariusze i posiadacze funduszy inwestycyjnych), drugi współpracujących z nim TFI, a trzeci postępowania KNF-u odnośnie tych TFI, skutkującego możliwością nałożenia kar finansowych lub/i odebrania licencji na zarządzanie funduszami alternatywnymi (FIZ, FIZ AN, NS FIZ).

Akt I – GetBack

Zanim doszło do upadłości firmy windykacyjnej GetBack, sytuacja była nerwowa i napięta. Prezes Kąkolewski na gwałt szukał finansowania i chciał przeprowadzić dodatkową emisję akcji, lecz bezskutecznie. Główny akcjonariusz tj. Abris nie szedł mu na rękę i „utrudniał” prezesowi wdrożenie planu szybkiego pozyskania kapitału.

6 kwietnia 2018 r. wokół spółki zrobiło się głośno, kiedy Sebastian Buczek – znany i ceniony na rynku zarządzający funduszami Quercus –  publicznie ogłosił, że GetBack natychmiast potrzebuje 100-200 mln zł, a następnie 400-500 mln zł aby ustabilizować sytuację płynnościową w spółce. To nie spodobało się prezesowi GetBack, a także wycenom akcji i obligacji spółki. Napięcie rosło z dnia na dzień, aby osiągnąć maksimum 16 kwietnia 2018 r., kiedy to poprzez brak spłaty obligacji posiadanych przez Quercus TFI – firma GetBack zaliczyła techniczny default.

Następnie sprawy potoczyły się już bardzo szybko. GPW zawiesiła jeszcze w tym samym dniu obrót akcjami i obligacjami spółki. Dwa tygodnie później, a dokładnie 4 maja 2018 r. GetBack złożył do sądu wniosek o otwarcie przyspieszonego postępowania układowego.
7 maja 2018 r. podano do publicznej wiadomości, że wierzytelności objęte układem wyniosą 2,72 mld zł (wcześniej szacowano je na ok. 1,5 mld zł).
16 czerwca 2018 r. prezes spółki GetBack – Konrad Kąkolewski został zatrzymany przez CBA, a następnie aresztowany na 3 miesiące.

Pozwolę sobie zacytować dwa wpisy z forum GetBack na portalu Stockwatch, który uważam za bardzo dobre źródło informacji na temat spółek.

Wysłane: 16 kwietnia 2018 19:31:25 przy kursie: 3,75 zł

Rynek kapitałowy w Polsce to III świat, a mechanizmy chroniące inwestorów przed sprytnymi oszustami nic nie warte. W raportach można pokazać co się chce, audyty – i raportów i wyceny portfeli są sformalizowane na tyle, że można to obejść, przypominają naklejki na paralekach, które tak naprawdę jedynie chronią przed odpowiedzialnością producenta. Same raporty ukazują się z kilkumiesięcznym opóźnieniem, a zupełnym kuriozum są terminy wymagane dla raportów rocznych. Majstersztyk wyjąć ludziom z kieszeni ponad miliard – dwa miliardy oszczędności. To chyba rekord. Za to są nowe kroki notowań i głupie ostrzeżenia o instrumentach zgodnych lub nie z wiedzą.”

Wysłane: 17 kwietnia 2018 21:13:50 przy kursie: 3,75 zł

„To się nazywa bonanza,  10%  (przyp. kupon) płatny co miesiąc i jeszcze można zażądać wykupu kilka razy w roku. I nie wolno o tym mówić, bo to emisja prywatna. A inwestorom pozostałym z prospektem sprzedaje się odpady publiczne z marżą 4 -4,4% + wibor3m i daje w prezencie bezwartościowy prospekt zatwierdzony przez speców z knf, w którym mogą przeczytać o ryzykach, takich jak ryzyko utraty płynności, ryzyko wojny atomowej oraz ryzyko uderzenia meteoru w ziemię, wszystkie te ryzyka trzeba wziąć pod uwagę i rozpatrzyć, a najlepiej wypełnić ankietę żeby dowiedzieć się czy instrument jest zgodny z wiedzą. Generalnie teraz nowy zarząd przyjął taktykę, to nie my – to oni, nic nie wiedzieliśmy, właśnie wróciliśmy z wakacji i bardzo dobrze że państwo nam powiedzieli że coś jest nie tak, jak tylko zorientujemy się co jest nie tak, zadziałamy. Będziemy chcieli, żeby było jak najlepiej, dobrze żeby środków do spółki wpłynęło więcej niż mniej, chcielibyśmy spłacić raczej więcej niż mniej, cena emisji dobrze żeby byłą wyższa niż niższa, ale 10 zł to nie wiemy bo to nie my.”

Takich „perełek” można znaleźć wiele. Aczkolwiek czytanie wątku GetBack nie uchroniło akcjonariuszy i obligatariuszy przed utratą majątku.
Patrząc na całą sytuację wstecz, można uczciwie powiedzieć, że nawet doświadczeni inwestorzy wierzyli w prawdziwość danych zawartych w sprawozdaniach finansowych, a co się z tym wiąże, że rzeczywiste zadłużenie spółki ma odzwierciedlenie w bilansie i informacjach dodatkowych.
Niestety, nie miało. Jednak ze spółki płynęły sygnały ostrzegawcze, jak na przykład ten:
prezes mówił, że wszystko jest super, inwestorzy walą do nas drzwiami i oknami, kapitał nas szuka, itp.itd, ….a kurs akcji systematycznie spadał, zamiast rosnąć w kierunku 40 zł, tak jak wynikałoby to z prognoz zysku i modeli wyceny. To jest temat na osobny artykuł. Krótki wniosek i lekcja dla nas wszystkich płynąca z tej historii jest taka, że wszelkie wątpliwości, należy rozpatrywać na niekorzyść spółki.

Akt II – TFI powiązane z GetBackiem

Od czerwca/lipca 2018 r. trwa akt drugi, przekierowujący uwagę na TFI powiązane w jakikolwiek sposób z GetBackiem: zarówno poprzez dedykowane fundusze wierzytelnościowe jak i umowy na zarządzanie pakietami wierzytelnościowymi czy też transakcje kupna/sprzedaży spółek zajmujących się obsługa wierzytelności.

KNF mógł mieć podejrzenia, iż cztery TFI mogły nie dochować obowiązku nadzoru nad GetBackiem, będącym serwiserem zarządzanych przez nie funduszy sekurytyzacyjnych (wierzytelnościowych), dlatego też wszczął wobec nich postępowanie administracyjne. Jeśli w postępowaniu znalazłyby się dowody potwierdzające przypuszczenia, to KNF może ograniczyć lub nawet cofnąć zezwolenie na zarządzanie funduszami albo nałożyć karę finansową w wysokości 5 mln zł.

Artykułów w tej sprawie jest cała masa. Poniżej wklejam tylko kilka, które obrazują sytuację:

Kolejny odcinek afery GetBack. KNF  bierze się za fundusze.
Altus TFI tłumaczy się ze sprzedaży EGB Investments.
Trigon TFI wypowiada Getbackowi umowę na wyłączność o zarządzanie jego funduszami wierzytelnościowymi.

Jednak ten artykuł, który ukazał się 5 września 2018 r w Business Insider, gdzie dziennikarka podała do publicznej informacji, że na październikowym posiedzeniu KNF może odebrać licencję na zarządzanie alternatywnymi  funduszami zamkniętymi dwóm firmom inwestycyjnym wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w Altusie i Trigonie.

Na tym etapie nic nie jest jeszcze przesądzone, jeśli chodzi o postępowania: ani termin wydania decyzji, ani możliwe rozstrzygnięcie. A jeśli nie ma takiej informacji w UKNF, to nie ma nigdzie”.
Rzecznik KNF – Jacek Barszczewski błyskawicznie zdementował informację zawartą w artykule.

Jednak przysłowiowe mleko się rozlało. I skutki tego rozlania są jeszcze większe niż splot niekorzystnych okoliczności związanych z GetBackiem, a nawet niesprzyjającą koniunkturą giełdowa. A co najgorsze, nie można ich cofnąć.

Afera Amber Gold – to w skrócie 19 tys. poszkodowanych i 850 mln utraconych pieniędzy.
Afera GetBack – który zyskał nazwę „Amber Gold 2”- to 9 tys. poszkodowanych i 2,72 mld zł wierzytelności.
Skutek uboczny afery GetBack – straty jeszcze nie podliczone…

Czym zatem jest utrata 3,5 mld zł w tych dwóch aferach wobec szybko topniejących aktywów Trigon TFI i Altus TFI?
Aktywa pod zarządzaniem Altus TFI spadły z 13 mld zł na koniec lipca 2018 r. do 9,37 mld zł (dane na dzień 17 września 2018r.). O ile Trigon na początku 2018 r. miał 2,6 mld zł aktywów, tak na koniec lipca wynosiły one 1,68 mld zł.

Aktywa wspomnianych wyżej TFI topnieją nieproporcjonalnie bardziej niż wartość spornych umów, które zawarły z GetBackiem (przypomnę, że w przypadku Altusa chodzi o transakcję sprzedaży EGB Investments za kwotę 207 mln zł, która zdaniem KNF przekracza 7-krotnie wartość spółki, a w przypadku Trigona o kwotę 49,2 mln zł z tytułu umowy na wyłączność w zarządzaniu funduszami wierzytelnościowymi GetBack).

Prezes Altus TFI został zatrzymany przez CBA 2 września 2018 r i aresztowany na 3 miesiące. Kurs akcji runął. Ciekawostką jest fakt, że znany i ceniony inwestor indywidualny Zbigniew Jakubas zaangażował się kapitałowo w spółkę Altus TFI, którą rynek przecenił bardzo bardzo mocno, tak jakby jej aktywa wynosiły 0,5 mld zł, a nie 9-10 mld zł. Kontrolowany przez niego fundusz FIP 11 FIZAN  po transakcji z 2 sierpnia 2018 r. posiadał blisko 6% akcji Altus TFI, a inwestycja ma mieć charakter długoterminowy – jak podaje inwestor.

Przypomniało mi się aresztowanie Romana Kluski – byłego prezesa Optimius SA w związku z podejrzeniem wyłudzenia VAT-u. A splot okoliczności pokazuje, że tutaj również swoją rolę „rycerza na białym koniu” odegrał Zbigniew Jakubas pomagając spółce CD Projekt (wywodzącej się z Optimusa) dokończyć produkcję Wiedźmina 2 i tym samym przyczyniając się do jej przetrwania. Sytuacja ta miała miejsce w 2008 roku – kiedy panował kryzys finansowy. A co było dalej już wszyscy wiemy. CD Projekt  osiągnął globalny sukces na rynku gier, stając się jedną z najbardziej cenionych i chwalonych spółek notowanych na GPW.

Inna sytuacja pokazująca jak dużo złego może wyrządzić informacja medialna to słynna rekomendacja „Lotos – 0 zł” wydana przez analityka UniCredit 24 listopada 2008 r, po której kurs wspomnianej spółki załamał się i spadł do 8 zł. Uzasadnieniem rekomendacji sprzedaj – była zdaniem analityka 50% szansa, że spółka może nie przetrwać w obecnej strukturze.  Trzeba dodać, że listopad 2008 r. to okres kiedy liczba publikowanych informacji na temat globalnej recesji i końca świata przypominała częstotliwość ostatnich doniesień ze spółki GetBack. Korelacja widoczna jest gołym okiem.

 

Rekomendacja Lotos – wycena 0 zł, źródło: www.strefainwestorow.pl

 

A co się później stało z akcjami Lotosu? Kurs systematycznie rósł, nigdy nie osiągając wcześniejszej ceny do której spadł. Obecnie wynosi powyżej 73 zł.

Dla przypomnienia – rekomendacja kupuj dla GetBacka, wydana parę miesięcy po debiucie. Cóż za ironia losu….

Źródło: www.strefainwestorow.pl/notowania/gpw/getback-gbk/rekomendacje 

Nadzór jest potrzebny, ale trzeba uważać, aby nie wylać dziecka z kąpielą.

Nie pamiętam tak szeroko zakrojonej akcji KNF, sprawdzającej rynek funduszy inwestycyjnych, a szczególnie rynek alternatywnych funduszy zamkniętych. Z jednej strony to bardzo dobrze, bo fundusze te są niepubliczne, inwestor ma ograniczony dostęp do informacji, a co się z tym wiąże do polityki inwestycyjnej, wycen, zabezpieczeń i innych istotnych rzeczy, ale z drugiej strony należy dołożyć wszelkich starań, aby chcąc osiągnąć swój cel nie stracić czegoś cenniejszego.

Jak nazwać sytuację kiedy prezes jednego z prywatnych TFI jednego dnia mówi, że wśród zarządzających funduszami akcyjnymi panuje największy strach od kryzysu z 2008 r, boją się przychodzić do pracy, bo na rynek od kilku miesięcy cały czas wpływają umorzenia (rynek jest tak płytki, że nawet mała podaż spycha ceny). Po aferze Getback, aresztowaniach, kontrolach, ostrzeżeniach – boją się otwierać gazety, gdyż codziennie wyskakuje coś nowego, a na drugi dzień ten sam prezes dowiaduje się z mediów, że reprezentowane przez niego TFI trafiło na listę ostrzeżeń KNF i nie potrafi odpowiedzieć za co dokładnie, gdyż przeprowadzone wcześniej regularne kontrole KNF nie wykazały nic, o czym by nie wiedział. Dopiero po trzech dniach dowiaduje się, że … KNF wpisał TFI na listę ostrzeżeń za transparentność (to jest mój skrót myślowy). A dokładnie za to, że TFI publikowało na swojej stronie zbyt dużo informacji o funduszach inwestycyjnych zamkniętych, które czyniłyby inwestycję dostępną dla wszystkich uczestników rynku, a nie tylko dla 149 osób, tak jak to wynika z ustawy o emisjach niepublicznych.

Czarny łabędź – skutek uboczny afery Getback

Prywatne TFI zaproponowały inwestorom coś co pozwoliło im otrzeć łzy po kryzysie z 2008 r., coś co pozwoliło uwierzyć, że na rynku kapitałowym można ograniczyć ryzyko i osiągać powtarzalny dochód na zadowalającym poziomie. Nie mówię o wyeliminowaniu ryzyka, ale o uczynieniu go umiarkowanym i akceptowalnym przez inwestora.
Fundusze typu absolute return dzięki zapisom w swojej polityce inwestycyjnej mogły zabezpieczać pozycje w portfelu kontraktami terminowymi lub stosować zakłady „long short” (spółka przeciw spółce z tej samej branży) i próbować przynosić inwestorom dodatni wynik niezależnie od koniunktury. Taka sytuacja z założenia nie jest możliwa w funduszach akcyjnych, które czy chcą czy nie chcą, muszą utrzymywać 90% zaangażowania w akcjach.

Z kolei niektóre fundusze pożyczkowe czy wierzytelnościowe są w stanie przewidzieć jaki będzie oczekiwany zysk za rok, dzięki temu, że wypracowały takie mechanizmy, które czynią ich biznes bardziej przewidywalnym.
Istotne ryzyko w tych funduszach to ryzyko prawne i ryzyko stopy procentowej (inne ryzyka wydają się być nieco mniej istotne).

Osobiście doceniam i podziwiam zarządzających funduszami absolute return, którzy pokazali, że pomimo:

  • braku hossy na polskiej giełdzie (ten fakt trwa już 10 lat)
  • niskiej płynności na rynku akcji
  • płytkości rynku
  • niskich obrotów

dało się uzyskiwać zadowalające wyniki w funduszach wycenianych rynkowo, inwestujących w polskie akcje, pomimo tego, że nastąpił demontaż OFE, pomimo tego, że zagranica jest w niewielkim stopniu obecna na naszej giełdzie (nawet jeśli ma 50% udziału w obrotach), pomimo tego, że nastąpiła kapitulacja inwestorów indywidualnych.

Cytując zarządzającego OPOKA TFI, powtórzę za nim słowa: „Zmaterializowało się ryzyko związane z modelem przyjętym przez część zarządzających i polegającym na kupowaniu dużych oraz trudnych do upłynnienia pakietów akcji w mniej płynnych spółkach. Model ten jest ponadto bardzo wrażliwy na dekoniunkturę, a z taką mamy do czynienia od wiosny 2017 roku.”

Już pod koniec 2016 roku mówiło się, że 2017 i prawdopodobnie połowa 2018 r. mogą być niekorzystne dla funduszy absolute return i roczna stopa zwrotu będzie oscylowała w przedziale 0-2%, może być nawet ujemna.
To ryzyko było znane i akceptowalne. Fundusze radziły sobie i z niską płynnością na rynku akcji i ze spadającymi cenami akcji. Umorzenia wpływały dodatkowo na gorszą od oczekiwanej stopę zwrotu, ale katastrofy nie było.

„Czarny łabędź” wypłynął latem tego roku. Można go nazwać „masowymi umorzeniami certyfikatów związanymi z czarnym PR-em w mediach, będącym pokłosiem Getbacku”.
Od 2015 do 2017 r. do polskich funduszy akcji i absolute return napłynęło 7 mld zł, a od maja 2017 r. do sierpnia 2018 r. (16 miesięcy) skumulowane saldo umorzeń wyniosło 6 mld zł, z kuluminacją w ostatnich miesiącach. Wrzesień również był ujemny. Wydaje się, że potencjał umorzeń w funduszach absolute return już się wyczerpuje.

Mam nadzieję, że skończy się czarny PR kierowany w ich stronę, mam nadzieję, że KNF uczciwie i rzetelnie oceni dowody w sprawie TFI. Mam nadzieję, że po tym wszystkim rynek będzie silniejszy i zostaną wprowadzone mechanizmy zapobiegające podobnym nadużyciom w przyszłości.

Akt III – KNF nakłada kary finansowe i/lub odbiera licencję na zarządzanie alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi

Ten akt jeszcze się nie odbył, może to nastąpić w IV kwartale 2018 r, jeśli na skutek postępowania administracyjnego znajdą się dowody iż fundusze inwestycyjne współpracujące z GetBackiem nie dochowały odpowiedniego nadzoru nad serwiserem zarządzanych przez siebie funduszy.

Na razie w tej sprawie nie ma postanowień. Prawdopodobnie pierwsza decyzja KNF zapadnie na październikowym posiedzeniu komisji i odniesie się do Altus TFI.

Nie pozwólmy by ten kryzys się zmarnował.

Kończąc już ten artykuł, aż chce się powtórzyć wyborcze hasło Baracka Obamy z czasów kryzysu subprime, do którego było w tym artykule parę nawiązań i zaapelować do regulatorów rynku kapitałowego „Nie pozwólmy, by tak wielki kryzys się zmarnował!”

Fundusze inwestycyjne zamknięte odegrały ważną rolę na rynku kapitałowym, mają swoje miejsce na rynku i są odpowiednie dla świadomych inwestorów, którzy akceptują stosowaną przez nie politykę inwestycyjną i zgadzają się na większą przewidywalność co do wyniku inwestycyjnego, kosztem niższej płynności.

Mam nadzieję, że dzięki oferowaniu FIZ-ów przez firmy inwestycyjne posiadające licencję KNF na świadczenie usług związanych z zarządzaniem majątkiem, jak również poprzez nie oferowanie ich przez banki, które często nie traktują ich jako długoterminowej części portfela inwestycyjnego klienta, lecz jako ……, taka sytuacja jaka miała miejsce ostatnio szybko się nie powtórzy.

Mam nadzieję, że wdrożenie MIFID 2 będzie miało na uwadze rzeczywiste wsparcie dla klientów i spowoduje, że banki zajmą się tym czym powinny, a firmy inwestycyjne – również tym czym powinny.
I mam nadzieję, że na rynek kapitałowy powrócą doradcy, specjaliści kochający swój zawód, którzy w wyniku sytuacji jaka na nim panuje nie są w stanie pracować w swoim zawodzie (nie mogą znaleźć zatrudnienia bo mają za wysokie kwalifikacje lub nie chcą pracować w finansach). I mam nadzieję, że ludzie będą zatrudniani nie tylko w oparciu o wielkość portfela, jaki mogą przynieść, ale również w oparciu o to, jaki poziom edukacji i wiedzy sobą reprezentują.

Uważam, że jeśli takie osoby będą mogły znaleźć pracę w swoim zawodzie, to przeciętny klient będzie mógł czuć się bezpiecznie. A jak jest obecnie? Poniżej wypowiedź osoby, którą znam osobiście i bardzo cenię:

„Ja, patrząc na nasz rynek mam ochotę zwymiotować. Jak widzę te wszystkie przekręty i tych pseudo biznesmenów to chce mi się wymiotować. Jak patrzę na to gdzie zmierza ten kraj to mam ochotę emigrować. Ostatnio startowałem do pracy na dealera do X banku bez przekonania. Powiedzieli mi, że mam za wysokie kwalifikacje i bank nie jest w stanie zapewnić mi ścieżki kariery i boją się, że odejdę dlatego odrzucają moje CV. W marcu podobną odpowiedź dostałem z innej firmy. Polska giełda mi tak obrzydła, że nie mogę na to gówno patrzeć. Mam w ogóle dość tematyki finansów i wszystkiego co się z tym wiąże. Obrzydł mi temat do tego stopnia, że nawet już nie śledzę wydarzeń ze świata finansów.”

Ten dobitny tekst (przepraszam za niecenzuralność, ale chciałam odzwierciedlić nastrój i emocje) pokazuje, gdzie my jesteśmy…. Jeśli stworzymy warunki aby ludzie z takimi kompetencjami i z takim uczciwym podejściem do klienta, jak autor tej wypowiedzi, odzyskają wiarę w rynek kapitałowy, będzie to oznaczało, że ten kryzys się nie zmarnował.

Anna Muszynska

No Comment

Comments are closed here.