Przeskok ewolucyjny – którą drogę wybierze ludzkość?

Przeskok ewolucyjny – którą drogę wybierze ludzkość?


26 marca 2017

Nasz organizm składa się z 50 bilionów komórek, które aby zapewnić sobie rozwój i wzrost współpracują ze sobą. Na świecie jest 7 miliardów ludzi, których nauczono, żeby ze sobą konkurować, aby zapewnić sobie przetrwanie i lepszy byt. Jako ta kilkumiliardowa społeczność tworzymy jeden superorganizm zwany ludzkością.
Nie wymyślono do tej pory nic bardziej genialnego niż ludzki organizm, w którym różnego rodzaju komórki pełnią swoje funkcje w symbiozie z pozostałymi, aby zapewnić sprawne funkcjonowanie całości.

Wiele jest oznak zbliżających się zmian w dziejach ludzkości. Kryzysy gospodarcze, polityczne, konflikty zbrojne to nic innego jak próba utrzymania obecnego status quo. Ale ludzie chcą zmian, świadomie i podświadomie czują, że obecny świat nie sprzyja rozwojowi i wzrostowi jednostki. Obecny świat to poszukiwanie zysku za wszelką cenę. Obecny świat to świat korporacji, które zostały zrównane w prawach z żywymi ludźmi, chociaż w odróżnieniu od nich, nie posiadają serca, ani sumienia.
Korporacje, które przyczyniły się do rozwoju naszej cywilizacji, stały się obecnie pasożytem w ciele społeczeństwa, pożerającym drapieżnie zasoby materialne i niszczącym moralne i duchowe ideały przyświecające ich powstaniu.

Niewątpliwie stoimy u progu ewolucyjnych zmian. Czy wybierzemy mądrość płynącą z naszych komórek? Czy wybierzemy współpracę, która przeniesie nas do nowego rozdziału w dziejach ludzkości, czy pozwolimy naszej planecie wyginąć, tak jak wyginęły dinozaury, które nie umiały ewoluować i przystosować się do zmian środowiskowych?

Jesteśmy o krok od przyjęcia nowego obrazu świata, ale tkwimy jeszcze po uszy w starych metodach objaśniania rzeczywistości.

Ten artykuł inspirowany jest książką Bruce`a Liptona i Steve`a Bhaermana „Przeskok ewolucyjny – od kryzysu do życia w harmonii”. Książka ta wplata związki między ludzką biologią, przekonaniami i zachowaniami w strukturę społeczeństwa, politykę i ekonomię. Pozwoliłam sobie przytoczyć jej bezpośrednie fragmenty aby uczynić przekaz bardziej konkretnym.

A teraz zapraszam Was w podróż w czasie, pokazującą jak zmieniało się nasze postrzeganie świata od zarania ludzkości. Podróż tym bardziej ciekawą, im większa nadzieja z niej płynie.

Cywilizacje na całym świecie przechodziły kolejno przez cztery paradygmaty bazowe: animizm, politeizm, monoteizm i materializm. Gdy każdy z nich dochodził do granic własnego pojmowania i możliwości oddziaływania na rzeczywistość, ewolucyjnie następował nowy etap, podważający dotychczasowy paradygmat, zachowując jednocześnie jego pozostałości.

Charakter i losy każdego wariantu cywilizacji zależą od tego, jak ludzie postrzegają swój byt w odniesieniu do Wszechświata, jak postrzegają sferę materialną i niematerialną.
To co starożytni nazywali duchem, fizycy kwantowi nazywają polami energii, potwierdzając, że niematerialne siły w wielkim stopniu wpływają na ludzkie doświadczenie. Wszystkie religie uznają, że dusza ludzka jest nieśmiertelna, gdyż jak dopowiedzą współcześni naukowcy… energia jest nieśmiertelna.
Zobaczmy jak zmieniało się postrzeganie sfery materialnej i duchowej od początku naszej cywilizacji.

 

Źródło: „Przeskok ewolucyjny” Bruce Lipton, Steve Bhaerman, str. 114.

Animizm

Pierwszy paradygmat bazowy przypada na epokę kamienia łupanego, czyli ok. 8 tys. lat p.n.e.
Animizm opierał się na wierze, że duch jest wszechobecny i przenika wszystkie byty – ożywione i nieożywione. Odpowiada kulturze opartej na doskonałej równowadze między duchem a materią, dlatego też jest umiejscowiony na środkowej linii wykresu.
Animizm dotrwał do naszych czasów wśród garstki ludów pierwotnych. Dla Aborygena prawdziwą rzeczywistością była sfera duchowa. To co zdaje się być życiem w sferze materialnej, postrzegane było przez niego jako sen na jawie.
Odkąd ludzie opuścili rajski ogród, byli  prawdopodobnie najbliżej równowagi między nadawaniem znaczenia dla Ducha i Materii. To oddalenie się od Boga było ruchem w górę, napędzającym ewolucję człowieka.

Politeizm

W miarę jak ludzie zaczęli zwracać uwagę na różnicę pomiędzy „ja” i „nie-ja”, sfera duchowa, oderwana od sfery materialnej zaczęła żyć własnym życiem. Jeden Bóg ustąpił miejsca wielu Bogom reprezentującym poszczególne żywioły Natury. Opis tych czasów możemy znaleźć w mitologii greckiej, kiedy to bogowie i boginie przejawiający cechy ludzkie i nadludzkie postanowili zamieszkać w kryształowym pałacu na górze Olimp.
Politeizm przypadający na okres 2 tys. lat p.n.e. wydał na świat pierwszych filozofów – Demokryta i Sokratesa – mających odmienne podejście do rzeczywistości.
Demokryt (460-370 r. p.n.e.) sugerował prymat materii, której najmniejszą i niepodzielną cząstka jest atom. Dla Demokryta i jego następców liczyła się tylko materia, liczyło się tylko to co można było zobaczyć.
Przeciwny punkt widzenia reprezentował Sokrates (470-399 r. p.n.e.). Postrzegał on naturę świata jako dualistyczną. Dzielił świat na materialny i niematerialny, z których to ten niematerialny był doskonalszą formą, a materialny stanowił tylko jego przybliżenie.

Monoteizm

Poszukiwanie duchowego zrozumienia doprowadziło do narodzin monoteizmu i wiary we wszechobecnego, wszechmogącego i wszechmocnego Boga, który wszystkim wyznacza obowiązujące ich reguły. Bóg nie pochodził z tego świata i obiecywał swoim wyznawcom wygodne życie po śmierci poza jego granicami, gdy tylko będą żyli zgodnie z jego regułami.
Hebrajczycy czcili jednego Boga już 2 tys. lat p.n.e, jednak to chrześcijaństwo doprowadziło do szalonego rozprzestrzenienia się monoteizmu i ustanowienia wiary w jedynego Boga obowiązującym paradygmatem zachodniej cywilizacji.
Wiele pogańskich obrzędów i wyobrażeń bóstw mijającej cywilizacji antycznej pojawiło się ponownie w postaci chrześcijańskich świąt i ikon.
Św. Tomasz z Akwinu łącząc myśl chrześcijańska i arystotelesową stworzył teologie naturalną – system wierzeń dążących do zrozumienia Boga poprzez budowanie Natury.
Głosząc, że życie na ziemi jest krótkie i brutalne, Kościół wychodził z propozycją nie do odrzucenia: rób to co my ci każemy, a wtedy pójdziesz do nieba i będziesz obcować z jedynym Bogiem! Jednym słowem mówił: kupisz nasz produkt, pójdziesz do nieba, nie kupisz – pójdziesz do piekła.
Wraz z hierarchią religijną pojawiło się mnóstwo zasad i przepisów, tortur i represji w imię Boga.
Kościół ogłosił własną nieomylność i władzę absolutną. Kwestionowanie tej nieomylności uznawano za herezję, za którą groziła kara śmierci.
Upadek panowania Kościoła nastąpił w 1517 r. gdy Marcin Luter, niemiecki zakonnik i kaznodzieja, publicznie zaprotestował przeciwko sprzedawaniu odpustów, zwalniających od piekła bardziej zamożnych grzeszników.
Sprzeciw Lutra zapoczątkował falę Reformacji i od tego czasu zasięg wpływów nieomylnego Kościoła zaczął się kurczyć. Nastały czasy Kartezjusza, Bacona, Newtona, podczas których ścieżka ewolucyjna ludzkości oddaliła się od sfery duchowej, w miarę jak nauka odsłaniała tajemnice materialnego Wszechświata.

Deizm

Na przełomie XVII i XVIII wieku ewolucja cywilizacji dotarła do punktu równowagi między duchem, a materią. Zachodnia cywilizacja weszła w wiek Oświecenia, który kładł nacisk na rozum i indywidualizm, w opozycji do religijnej tradycji monoteizmu.
Filozofia Oświecenia uznała, że Bóg i Natura stanowią jedność i poprzez naukowe zrozumienie Natury ludzie nauczą się żyć w harmonii z Bogiem.
Amerykańska Deklaracja Niepodległości i Konstytucja Stanów Zjednoczonych stanowiły doskonały przykład równowagi między głęboką prawdą duchową a eleganckim, naukowym opisem materialnego Wszechświata. Okres deizmu nie trwał długo, ale stanowił dowód, że ewolucyjny powrót do równowagi między Duchem i Materią jest możliwy.

Materializm naukowy

Kartezjusz (filozof i matematyk) oraz Isaac Newton uważali, że Wszechświat jest maszynerią. Newtonowskie zasady matematyki ujmowały Układ Słoneczny jako działanie precyzyjnego mechanizmu zegarowego. Nowa nauka nie przeczyła, że twórcą „kosmicznego zegara” mógł być Bóg, jednak twierdziła, że odkąd ten mechanizm został wprawiony w ruch – funkcjonował już niezmiennie według praw matematyki.
W świecie rządzonym przez naukę Bóg był tak daleko, że jego dzieło odbywało się bez Jego interwencji. Rewolucja przemysłowa wypchnęła Boga poza nawias. W połowie XIX wieku, kiedy na scenę wkroczył angielski badacz przyrody Karol Darwin, obowiązującym paradygmatem stał się materializm naukowy.
Z chwilą gdy teoria ewolucji została uznana przez naukę za fakt, cywilizacja szybko odrzuciła nadrzędny autorytet Kościoła i uczyniła światopogląd materialistyczny swoim „oficjalnym dostawcą prawdy”. Szybko zamieniła jeden autorytet absolutny na drugi, w którym obowiązywało „prawo dżungli”. Obowiązującą religią naukowego materializmu został scjentyzm.

Neodarwinizm

Ścieżka rozwoju cywilizacji osiągnęła maksimum odchylenia w kierunku materii gdy w 1953 r. dwaj biolodzy molekuralni James Watson i Francis Crick (był również fizykiem) odkryli najgłębszy sekret biologii – podwójną helisę DNA. Neodarwinizm doprowadził obowiązujący paradygmat w głąb sfery materii. Genetyka wyznaczyła sobie krótkowzroczny cel: poznać strukturę i zachowanie materialnych cząsteczek sterujących działaniem ciała. Posiadając wiedzę o mechanizmach dziedziczenia, nauka miała być już na dobrej drodze do zapanowania nad Naturą. Wiedza ta zapewniłaby dynamiczny rozwój inżynierii genetycznej i umożliwiłaby sprawowanie kontroli nad samym życiem, także nad życiem człowieka. Już miało zostać udowodnione ponad wszelką wątpliwość, że liczy się wyłącznie materia, gdy nagle po drodze zdarzył się dziwny wypadek. Okazało się, że determinizm genetyczny, będący „kluczem życia” po włożeniu do zamka …. nie pasował.

Projekt HUGO

Celem projektu HUGO było poznanie i opatentowanie 150.000 genów, które w teorii wszystkich neodarwinistycznych biologów były konieczne do powstania istoty ludzkiej. Kiedy w 2001 r. projekt dobiegł końca, okazało się, że genom człowieka, składającego się z 50 bilionów komórek, liczy tylko 23.000 genów, a wiec niewiele więcej niż genom składającego się zaledwie z 1271 komórek maleńkiego robaka z rodziny obleńców….

Pomyłka o 125 000 genów, które spodziewano się poznać, sugerowała, że neodarwinistycznej wierze w biologię programowaną genetycznie towarzyszył jakiś zasadniczy błąd. Opieranie na tym błędzie całego systemu opieki zdrowotnej ograniczyło postęp medycyny i jest bezpośrednio odpowiedzialne za rosnące koszty i malejącą skuteczność medycyny konwencjonalnej. Niezadowolenie z tego faktu jest w USA tak duże, że blisko połowa amerykanów szuka pomocy w medycynie komplementarnej. Większość alternatywnych metod uzdrawiania podkreśla rolę niewidzialnych pól energii w kształtowaniu życia człowieka.
W miejscu genetycznego determinizmu powstała epigenetyka, dziedzina nauki, która głosi, że biologiczne funkcjonowanie organizmu i aktywność genów są bezpośrednio zależne od interakcji ze środowiskiem. Niewygodna prawda jest taka, że zarówno geny nie sterują własną aktywnością: aktywnością genów sterują sygnały środowiskowe, jak i informacje genetyczne nie przepływają tylko w jednym kierunku tj. od DNA do RNA, lecz w obu kierunkach, co sugeruje, że wpływ na dziedziczność mogą mieć zarówno przypadkowe mutacje, jak i celowe zabiegi bądź oddziaływanie środowiska.

Dobra wiadomość jest taka, że nie jesteśmy więc zdani na łaskę i niełaskę genów, ale poprzez kontrolę nad środowiskiem, w którym żyjemy, mamy moc wpływania na własną biologię i możemy stać się panami własnego losu.

Co dalej?

Potrzeba nam nowej opowieści. Te stare utrzymywały nas w bezsilności, byliśmy zdani na łaskę Boga lub genetycznych zrządzeń losu. Obie opowieści absorbują naszą uwagę i okradają ludzi z energii, uniemożliwiając im pójście naprzód. Fizyka kwantowa mówi, że za każdą cząstka kryje się fala, która określa jej zachowanie. Animiści i deiści rozumieli, że Duch i Materia istnieją nierozdzielnie. Dzisiejsza fizyka każe nam wyjść poza „albo-albo” i przyjąć, że jest „i-i”: duch i materia, fala i cząstka.
Przez miliardy lat energia Słońca uderzała w cząstki materii, z których składa się Ziemia. Dzięki fotosyntezie energia promieni słonecznych tchnęła życie w bezładną materię. To tłumaczy skąd Indianie animiści wzięli ideę Matki Ziemi i Ojca Nieba.

W przeciwieństwie do naszych poprzedników deistów, dziś toczymy walkę z naszymi wewnętrznymi, świadomymi i nieświadomymi ograniczeniami, z własnym zniekształconym postrzeganiem natury ludzkiej i potencjału człowieka. Toczymy wojnę z nawykami, projektowaniem na zewnątrz naszych obaw i reagowaniem w sposób defensywny na zagrożenia, których już dawno może nie być. Może jesteśmy zdalnie sterowani przez wierzenia i ograniczające przekonania ludzi – nie zdając sobie z tego sprawy?

Jakie opowieści i przekonania sprawiają, że tkwimy nieświadomie w więzach, bezsilni, niezdolni do ujawnienia naszych prawdziwych możliwości? Klucz do kolejnego etapu ewolucji, może tkwić w niedokończonym dziele Ojców Założycieli, które zostało oparte na „prawie naturalnym”.
Prawo naturalne każe nam żyć zgodnie z naszą naturą wyższego rzędu, dbając w największym stopniu o szczęście największej ilości ludzi. Jak brzmią jego założenia?

Już w 1651 r. angielski filozof Thomas Hobbes podjął próbę skodyfikowania prawa naturalnego w postaci dziewięciu zaleceń:

  1. Przede wszystkim dążyć do zachowania pokoju, wojna niech będzie ostatecznością.
  2. Być gotowym przyznać innym tyle samo wolności, ile przyznaje się sobie samemu.
  3. Dotrzymywać umów.
  4. Okazywać wdzięczność.
  5. Dostosować własne potrzeby do praw zbiorowości.
  6. Jeśli trzeba, przebaczać skruszonym winowajcom.
  7. Biorąc odwet, skupiać się nie na tym, że w przeszłości zostało wyrządzone wielkie zło, ale na tym, aby z obecnego działania wynikało większe dobro.
  8. Nigdy nie deklarować nienawiści.
  9. Uznawać innych za równych sobie.

A jeśli władca postępuje wbrew tym naturalnym prawom i nie ochrania „życia, wolności i własności” ludność ma prawo go obalić. Tym samym argumentem posłużył się Thomas Jefferson tworząc zarys Deklaracji Niepodległości.

Podsumowanie

Skorzystajmy z mądrości komórek i nauczmy się ze sobą współpracować, a nie konkurować o zasoby naturalne, materialne i dostęp do informacji. W ludzkim organizmie dzięki symbiozie i współpracy każda komórka ma zapewniony dostęp do tlenu, wody, pożywienia i informacji ze środowiska, poprzez specjalizację i współpracę.

Jako ludzkość stoimy przed wielkim wyzwaniem. Żyjemy w przeświadczeniu, że liczy się tylko materia, decydują geny, przetrwają najsprawniejsi, ewolucją rządzi ślepy los. Wmówiono nam, że konkurencja jest istotą dzisiejszej rzeczywistości. Jeśli pojmiemy, że to nie geny nami sterują, lecz nasz umysł, a dokładnie nasze myśli i przekonania, uwolnimy tkwiący w nas potencjał i przestawimy się z walki o byt w dążenie do dobrobytu.

Zamiast zatracać się w materializmie, konkurencji i brakach, wybierzemy drogę w stronę holizmu, który jest kolejnym punktem równowagi na drodze ewolucji człowieka. Wykorzystajmy szansę, która przed nami stoi. Zdolność do dokonania zmian, jak i odpowiedzialność za ich dokonanie nie tkwią gdzieś poza nami, one są w naszych rękach.

Literatura źródłowa: „Przeskok ewolucyjny” Bruce Lipton, Steve Bhaerman.

 

Anna Muszynska

No Comment

Comments are closed here.