Getback SA – kolos na glinianych nogach

Getback SA – kolos na glinianych nogach


9 maja 2018

To jest całkiem inne case study, niż czytaliście do tej pory. To jest case study mające na celu odpowiedź na najważniejsze dla inwestora pytanie: „Czy można było uniknąć ryzyka inwestycyjnego? Czy ze spółki płynęły sygnały ostrzegające przed podwyższonym ryzykiem?” 

Podejmując decyzję inwestycyjną, kluczową informacją jest to, czy firma nadal będzie tak dobrze funkcjonowała i przynosiła zyski na dotychczasowych i deklarowanych poziomach jak wcześniej. 

Dobrze wiemy, że częstą praktyką stosowaną przy okazji debiutu giełdowego jest poprawa wyników na rok przed debiutem, aby dane finansowe i wskaźniki dobrze się prezentowały w prospekcie emisyjnym. A później często jest rozczarowanie. 

Getback dobitnie pokazał, że sprawozdania finansowe, audyty finansowe a nawet due dilligence nie są wystarczające w ocenie ryzyka inwestycyjnego, gdyż nie pokazują rzeczywistego obrazu spółki. 

Sprawozdanie finansowe często można przedstawić tak jak się chce i to działając zgodnie z przepisami prawa. Można również je spreparować lub przedstawić w sposób nierzetelny i wprowadzający w błąd. Czyż były prezes Getback SA – Konrad Kąkolewski nie miał znakomitego finansowego wykształcenia i doświadczenia, aby w rzetelny sposób przedstawiać sprawozdania finansowe spółki, którą tworzył? Absolutnie miał. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule Pawła Biedrzyckiego ze Strefy Inwestorów: „Kim jest Konrad Kąkolewski?” 

Aby inwestor mógł mieć pełny obraz tego co dzieje się w spółce, musi zweryfikować informacje i prognozy publikowane przez zarząd, poprzez sprawdzenie jak wygląda jej organizacja, przywództwo i zarządzanie. Dlaczego to jest takie ważne? Dlatego, że wiedza o jakości funkcjonowania tych obszarów pokazuje sprawność i efektywność organizacji i jej przywódców, a także zdolność do wypracowania trwałej przewagi konkurencyjnej i osiągnięcia pozycji lidera. 

Dopiero po zweryfikowaniu sytuacji finansowej, prawnej i organizacyjnej – inwestor ma pełną wiedzę o sytuacji w spółce i może w świadomy sposób podjąć decyzję inwestycyjną.

Jednak informacje związane z organizacją, przywództwem i zarządzaniem są obecnie niedostępne dla inwestora indywidualnego, a nawet trudno dostępne dla inwestorów instytucjonalnych. Czy zatem warto ich szukać? Warto.  

Postanowiłam przeanalizować przydatność płynących ze spółki informacji do oceny ryzyka inwestycyjnego. Podzieliłam je na dwie grupy: informacje oficjalne, publikowane przez Getback SA oraz informacje nieoficjalne, niepublikowane przez spółkę, które można było zdobyć samemu.

A zatem zobaczmy, jak to wyglądało. 

Informacje publikowane przez spółkę i publicznie dostępne  

Getback SA rozwijał się bardzo szybko: w ciągu kilku lat zdobył pozycję drugiego gracza na rynku windykacji, zaraz po Kruku. Można było przeczytać o planach ekspansji zagranicznej, nowych emisjach obligacji, wynikach i prognozach finansowych. Getback miał swoje oddziały w Rumunii, Bułgarii i Hiszpanii. Nawiązał współpracę z instytucjami finansowymi, które finansowały zakupy portfeli wierzytelności za pomocą funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Jednym słowem zyskał przychylność najbardziej renomowanych prywatnych TFI tj. Quercus TFI, Altus TFI i Trigon TFI. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule „Getback historia upadku spółki windykacyjnej”. 

Zachęcam również do zapoznania się z niezależnym artykułem napisanym jeszcze przed debiutem giełdowym przez analityka Dariusza Grupę „Czy warto kupić akcje w ofercie publicznej?”

Getback miał dobrą prasę wśród biur maklerskich, które na podstawie analizy sprawozdań finansowych i informacji ze spółki wystawiały pozytywne rekomendacje zaledwie pół roku przed kryzysem. 

 Źródło: www.strefainwestorow.pl/notowania/gpw/getback-gbk/rekomendacje 

 

Informacje niepubliczne, niedostępne (publicznie) dla inwestorów 

Podzieliłam je na dwie kategorie: informacje o spółce od jej konkurentów i podmiotów zorientowanych w branży oraz informacje wewnętrzne, płynące ze spółki, ale nie od zarządu, lecz od pracowników.

1. Informacje zewnętrzne (co mówiło się o spółce w branży finansowej i windykacyjnej) 

  •  Getback kupował drogo pakiety wierzytelności 

Podczas gdy inne firmy kupowały pakiety w cenie 8-15%, Getback potrafił zapłacić między 20 a 30%, aby tylko kupić. Był znany z tego, że kupuje wszystko i po każdej cenie. Co prawda miał najwyższą na rynku ściągalność, ale pewne koszty stałe są wspólne dla wszystkich firm windykacyjnych. Więc jak to miało być, że break even point miał być dla Getbacka „bardziej łaskawy”? 

  •  Getback miał wysokie koszty finansowania  

Płacił dużo za koszt pozyskania kapitału, zarówno jeśli chodzi o odsetki od obligacji, jak i koszty związane z pozyskaniem kapitału.

  •  Getback zbyt szybko rósł 

W ciągu zaledwie 5 lat z nowopowstałej spółki windykacyjnej osiągnął kapitalizację rynkową przewyższającą wartość 2 mld zł, osiągając pozycję drugiego gracza na rynku wierzytelności. Za rozwojem spółki nie nadążały zasoby.

  •  Prowadził agresywny model biznesowy 

Kładł duży nacisk na realizację planów sprzedażowych, stosował twarde rozliczenia, czynnik ludzki był mało istotny w kulturze organizacyjnej spółki. 

Więcej informacji na temat niefinansowych przyczyn kryzysu w spółce, które doprowadziły ją do złożenia wniosku o postępowanie układowe można przeczytać w Internecie. Polecam artykuł Tomasza Jóźwika: „Jak Getback kupił wszystkich: historia spektakularnego upadku spółki”. 

 

2. Informacje wewnętrzne (co mówili o spółce pracownicy) 

I tu mamy bardzo dużo informacji, że Getback mógł być przysłowiowym „kolosem na glinianych nogach”. Co prawda, oficjalną i prawdziwą przyczyną złożenia przez zarząd spółki wniosku o upadłość była utrata płynności finansowej (jest to najczęstsza przyczyna bankructwa firmy), ale jest to bardziej skutek sposobu prowadzenia działalności przez spółkę niż jej powód. 

Jak wspomniałam wcześniej, Getback rósł bardzo szybko, na co składały się akwizycje, ekspansje, agresywny model sprzedażowy. W tym wszystkim jakby zapomniał, że w dzisiejszych czasach to ludzie są najważniejsi. W dzisiejszych czasach to nie doskonały produkt czy usługa decydują o długofalowym sukcesie spółki, lecz umiejętności zarządzania i konkurowania na rynku. 

Do niefinansowych elementów ryzyka należą min.: zła organizacja i wadliwe zarządzanie, liderzy hamujący rozwój firmy, konflikty zarządcze i decyzyjne, odejścia kluczowych osób w firmie lub rozpad kluczowych zespołów. 

Jak zatem wyglądał Getback od środka? Przeprowadziłam wywiady z pracownikami, którzy pracowali w tej firmie na początku 2016 r. w dziale sprzedaży obligacji. Ponieważ są to bardzo wartościowi, ambitni ludzie – sami odeszli ze spółki po kilku miesiącach, widząc, że wizje roztaczane przez prezesa mają się nijak do rzeczywistości.

Jako plusy pracy w Getbacku podawali: wynagrodzenie wyższe niż średnia rynkowa, narzędzia do pracy, przejrzysty system wynagrodzeń.
Minusy: kiepska organizacja, kiepskie szkolenia, brak pomysłu na sprzedaż, brak standardów sprzedaży (każdy robił to po swojemu), chaos organizacyjny (nie wiadomo było co należy robić), zasoby były marnotrawione. Były próby budowania kultury organizacyjnej, ale wszystko było nieudolne. Ambitni ludzie w złym miejscu. Pełna inwigilacja pracowników, brak szacunku do pracowników. Lider nie potrafił zarządzać, był zarozumiały, arogancki, kreował swoją osobę, stosował dyktaturę, nie umiał się komunikować z pracownikami.

Getback stał się ofiarą swojej ambitnej wizji. Jakby zapomniał o fundamentach, na których opiera się długoterminowy sukces: 

  • Zmotywowani i zadowoleni pracownicy
  • Inspirujący liderzy 
  • Organizacja ucząca się 
  • Skuteczne zarządzanie 

 Czy można zatem było uniknąć ryzyka inwestycyjnego związanego z zakupem akcji, obligacji czy też funduszy powiązanych z Getbackiem? Można było, ale trzeba było mieć dostęp do informacji, które zazwyczaj są niedostępne dla indywidualnych inwestorów i trudno dostępne dla inwestorów instytucjonalnych. 

Artykuł ten zakończę cytatem Andrzeja Łobodzińskiego, twórcy i założyciela Keyso (firmy zajmującej się badaniem organizacji, przywództwa i zarządzania), firmy która powstała po to aby inwestor mógł dysponować pełną wiedzą na temat wszystkich ryzyk w spółce.

 „Moja definicja szaleństwa w biznesie? Inwestowanie w firmy bez znajomości ich kultury organizacyjnej, tj. organizacji, przywództwa i zarządzania.” 

 

Wnioski: 

Jak wyraźnie widać, polegając jedynie na raportach finansowych i prognozach – inwestor nie ma całkowitego obrazu ryzyk inwestycyjnych. Niewątpliwie informacje zawarte w audytach finansowych, sprawozdaniach finansowych i due dilligence nie są wystarczające do oceny pełnego ryzyka inwestycyjnego, gdyż nie obejmują ryzyka związanego z organizacją, przywództwem i zarządzaniem w spółce, a które pokazują sprawność i efektywność organizacji i jej przywódców, a także zdolność do wypracowania trwałej przewagi konkurencyjnej i osiągnięcia pozycji lidera.

Dzięki poznaniu tych elementów firmy mamy istotną informację o możliwych ryzykach, które mogą spowodować w firmie poważny kryzys destabilizujący jej sprawne funkcjonowanie, a nawet doprowadzić do upadku.

Czy zatem lekcja jaką dał nam wszystkim Getback będzie dla nas lekcją pouczającą? Czy wyciągniemy z niej wnioski?

Anna Muszynska

No Comment

Comments are closed here.